Dlaczego Poczobut wróci na Białoruś? "Moim obowiązkiem jest stać obok Polaków"
Działacz polskiej mniejszości i dziennikarz, który pod koniec kwietnia opuścił białoruskie więzienie po ponad pięciu latach, mówi wprost, że jego miejsce jest w Grodnie.
"Moim obowiązkiem jest stać obok Polaków na Białorusi. Związek Polaków dzisiaj to tysiące ludzi. Kilka tysięcy dzieci nadal uczy się polskiego. Wszyscy mówią o mojej odsiadce, ale chodzi o coś więcej – przetrwanie polskości na Białorusi. Dzisiaj działalność ZPB jest ograniczona czerwonymi liniami ze wszystkich stron i organizacja nie jest w stanie prowadzić działalności na taką skalę jak dotychczas, ale mimo to nadal działa. I są ludzie, którzy czekają na mój powrót. My z Andżeliką Borys byliśmy w więzieniu, ale przecież są ludzie z drugiego szeregu, którzy, mocno ryzykując, nie pozwolili organizacji upaść. I dzięki nim ani na sekundę nie zatrzymywaliśmy działalności. Związek jest tarczą dla setek tysięcy mieszkających na Białorusi Polaków, a my z Andżeliką Borys jesteśmy tarczą dla Związku" – mówi Poczobut w rozmowie z "Rzeczpospolitą".
Zdecydują lekarze
Pytany, czy jego wyjazd do Grodna to kwestia tygodni czy raczej miesięcy, odpowiada: "Rozmawiamy w szpitalu. Decyzje tutaj podejmują lekarze. Dzisiaj miałem badania, tragicznie nie jest, ale czekają mnie pewne zabiegi. Lekarz powiedział mi, że muszę doprowadzić moje zdrowie do należytego stanu i poważnie do tego podchodzę".
"Mam swój wiek i swoje choroby, słucham przede wszystkim lekarzy. W momencie, gdy nie będę musiał przebywać w szpitalu czy jakichś zakładach leczniczych, będę gotów powrócić na Białoruś. Myślałem, że to się uda znacznie szybciej. Polska jest pięknym krajem. Niestety ludzie często o tym zapominają i skupiają się na rzeczach, które im się nie podobają. Patrząc na Polskę z zewnątrz, widzę piękny kraj i piękny naród, ciepłe i dobre miejsce na ziemi" – podkreśla opozycjonista.
Andrzej Poczobut przyznaje jednak, ze jego serce "wciąż pozostaje nad Niemnem". "Jestem bardzo przywiązany do Grodna. Jestem Polakiem znad Niemna. Tam są moi rodzice i tam są pochowani moi przodkowie. Rozmawiałem też z naszymi działaczami, którzy czekają na mnie. Czuję wielką odpowiedzialność. Nie ma dzisiaj większej niezależnej organizacji społecznej na Białorusi. Kręgosłup przetrwał, reszta się zregeneruje" – podsumował z optymizmem.